logo Satyrykonu link do strony logo BIP link do strony
logo Letniej Akademii Filmowej link do strony Logo Legnicy Cantat
O Nas     Kalendarium     Działalność     Zajęcia     Przetwarzanie danych osobowych
baner - Posłuchaj śpiewu miasta. Dźwiękowa mapa Legnicy

Tajemniczy człowiek na moście. Po raz pierwszy ujawniamy nieznane fakty z życia H. Karlińskiego!


Henryk Karliński jest postacią kryjącą wiele tajemnic. Podczas tegorocznego Ogólnopolskiego Turnieju Chórów Legnica Cantat 45, odbędzie się premiera spektaklu "Człowiek na moście", inspirowanego faktami z jego życia. Faktami wcześniej nieznanymi, nieraz sensacyjnymi, których poszukiwaniem i badaniem zajmuje się od wielu miesięcy Monika Szczerbińska - Walczak z Legnickiego Centrum Kultury, szefowa Legnicy Cantat, z którą rozmawiamy.


Dlaczego zdecydowała się pani zająć badaniem życia Henryka Karlińskiego? Czy dlatego, że było tajemnicze?

 
- Rzeczywiście takie było, ale nie tylko to skłoniło mnie do poszukiwań. W tym roku odbędzie się 45. edycja Ogólnopolskiego Turnieju Chórów Legnica Cantat, który powołał do życia właśnie Henryk Karliński. Konkurs na początku nosił inną nazwę i miał o wiele mniejszą rangę, ale sam fakt, że przetrwał tyle lat i stał się najbardziej prestiżowym wydarzeniem chóralnym w Polsce świadczy o tym, że jego twórca musiał być nietuzinkowy. A Legnica Cantat to przecież tylko jedno z "dzieł" Henryka Karlińskiego, który był animatorem kultury wyprzedzającym pomysłami i działaniami przynajmniej całą epokę. Ponieważ zbliża się 50. jubileusz Legnicy Cantat, a o Henryku Karlińskim wciąż nie wiemy zbyt wiele, to postanowiłam odtworzyć przynajmniej część faktów z jego życia. Tym bardziej, że bardzo lubię historię.
 
To zacznijmy od tego, dlaczego postać Henryka Karlińskiego jest owiana jakąś tajemnicą? Zmarł przecież w 1975 r., czyli wcale nie aż tak dawno. Wielu żyjących dziś ludzi znało go.
 
- Ale to wcale nie znaczy, że znali go dobrze. Henryk Karliński był bowiem bardzo skrytym człowiekiem. Nie opowiadał o sobie nikomu. Choć w pracy wciąż przebywał z ludźmi i wiele dla nich robił, to wszystko odbywało się na niwie zawodowej. O prywatnych sprawach nie rozmawiał.
 
Miał powody, żeby coś ukrywać?

- Odpowiedź na to pytanie pewnie zabrał ze sobą do grobu. Na pewno jednak wiemy, że jego życie nie było łatwe. Urodził się w 1922 r. w Częstochowie, jako syn Antoniego i Feliksy, z domu Chędzińskiej. Gdy Henryk miał 3 lata, urodził się jego młodszy brat Tadeusz. Chłopczyk zmarł jednak, mając zaledwie 2 miesiące. To nie była jedyna tragedia jaka dotknęła tę rodzinę. Henryk nie miał jeszcze 8 lat, gdy zmarła jego mama. Mniej więcej w tym okresie mały Henio wyjechał do Francji. Sam. To może dziwić, że takie małe dziecko pojechało samo do obcego kraju, ale w tamtych czasach edukacja za granicą wyglądała nieco inaczej. Przez kilkanaście kolejnych lat kształcił się w Tuluzie. Jednak nie ma żadnego potwierdzenia na to, co widnieje w oficjalnie dostępnych źródłach, że rozpoczął tam naukę w Conversatorium Muzycznym. Wiedzę muzyczną bez wątpienia posiadał, ale jak ją zdobył - nie udało się mi jeszcze ustalić. Edukację we Francji musiał przerwać, gdy wybuchła wojna. I tu znów mamy zagwostkę, ponieważ w oficjalnych źródłach widnieją informacje, że Karliński walczył w polskiej armii na zachodzie. A poszukiwania tego nie potwierdziły. Wynika z nich raczej, że albo był tłumaczem w Armii Andersa, znał bowiem biegle kilka języków, m.in. francuski, angielski i niemiecki, albo - co bardziej prawdopodobne - zaciągnął się do Legii Cudzoziemskiej... W każdym razie w latach 40. został pojmany przez hitlerowców w Tunezji i przewieziony do obozu koncentracyjnego w Gross Rosen, leżącego między Legnicą a Wałbrzychem. Przeżył dlatego, że znał języki i pełnił w obozie rolę tłumacza.
 
To faktycznie zupełnie nieznane dotąd fakty! A co działo się z nim po wojnie?
 
- Na krótki czas wrócił do rodzinnej Częstochowy, ale w 1947 roku przyjechał na Dolny Śląsk. Zapewne za pracą. W latach 1947 - 49 pracował jako nauczyciel w szkole powszechnej w Dusznikach Zdrój, prowadzonej przez zakon Braci Szkolnych. Uczył tam m.in. języka francuskiego. W 1949 r. przyjechał do Legnicy i już tu został. Do 1958 r. pracował jako nauczyciel i kierownik świetlic w kliku szkołach średnich oraz Szkole Podstawowej nr 1, w której m.in. założył istniejący do dziś chór Madrygał. Następnie został zaangażowany do nowo powstałego Miejskiego Domu Kultury, który w 1966 r. został przemianowany na Legnicki Dom Kultury. I w nim pracował aż do śmierci, wyprzedzając swoją kreatywnością i pomysłowością całą epokę.
 
A założył rodzinę?
 
- Tak, ożenił się w Legnicy i miał syna. Ale rodzina nie przetrwała. Henryk Karliński rozstał się z żoną i związał z inną kobietą. Dziś już niestety nikt z tej trójki nie żyje: ani żona, ani syn, ani ta druga kobieta. Żyją za to wnuki. Jednego z nich odnalazłam przez... facebooka. Z poszukiwań i rozmów z ludźmi wyłania się obraz człowieka, dla którego praca w pewnym momencie życia stała się najważniejsza. Henryk Karliński nie miał bowiem zbyt dobrego kontaktu z bliskimi, za to w pracy niemal mieszkał. Miał wprawdzie mieszkanie na Zakaczawiu, ale były tam kiepskie warunki, dlatego najczęściej spędzał całe dnie w Legnickim Domu Kultury, który mieścił się w gmachu obecnego teatru im. Modrzejewskiej. Jego pokój był tam, gdzie dziś jest dział promocji teatru.
 
Jedno mnie zastanawia. Legnica miała prawdopodobnie więcej dobrych twórców kultury, ale żaden z nich nie zapisał się w historii miasta tak, jak Henryk Karliński. Co takiego robił, że kolejne pokolenia nie potrafią o nim zapomnieć? Legnickie Centrum Kultury nosi dziś nawet jego imię<.i>.
 
- O Karlińskim krążą legendy, które przedstawiają go jako nieco zwariowanego artystę - niby nosił zielone włosy, bał się telefonów, krzyczał na wszystkich. Tymczasem poszukiwania tego nie potwierdziły, natomiast ujawniły obraz dobrego, oddanego innym człowieka. Wielu z tych, z którymi zetknął się w zawodowym życiu, wciąż wspomina go ze łzami w oczach. Moim rozmówcom często wzruszenie łamało głos, gdy o nim mówili. Jedyne, co się potwierdziło to fakt, że był porywczy (śmiech). Gdy coś go irytowało, gdy widział brak profesjonalizmu , brak zaangażowania, to rzeczywiście reagował bardzo żywiołowo. Jednak wulgaryzmów i wyzwisk nie używał. A jeśli krzyczał, to robił to dla dobra tego, nad czym pracował. Jego zawodowe pasje koncentrowały się głównie na dwóch dziedzinach: teatrze i muzyce, szczególnie chóralnej. Miał na ten temat wielką wiedzę i chętnie przekazywał ją innym. Robił to z prawdziwą pasją i oddaniem, dlatego tak wielu ludzi jest mu do dziś wdzięcznych za to, czego ich nauczył. Odegrał w ich życiu bardzo ważną rolę, ponieważ był mądrym nauczycielem. Karliński był drobnej budowy, nie miał reprezentacyjnej urody, a jednak to, co nosił w sercu i umyśle, było wielkie. I ci, którzy którzy mogli zaczerpnąć z jego wiedzy i charyzmy, wspominają to do dziś jako coś wyjątkowego, niepowtarzalnego.
 
Dlaczego umarł?
 
- Miał ciężką chorobę serca. Cierpiał na nią przez lata, a jednak nie zwalniał tempa. I serce w końcu nie wytrzymało. W 1975 r. zabił go zawał. Do ostatnich chwil był aktywny zawodowo.
 
 
Podczas tegorocznej Legnicy Cantat 45 odbędzie się premiera niezwykłego spektaklu teatralnego "Człowiek na moście", inspirowanego życiem Karlińskiego. Czy sztuka oprze się na efektach pani poszukiwań?
 
- Spektakl nie będzie biografią, tylko częściowo fikcyjną opowieścią, zawierającą elementy z życia Henryka Karlińskiego. Nad scenariuszem spektaklu, który przedstawią aktorzy teatru im. Modrzejewskiej, a wyreżyseruje Jacek Głomb, pracuje Robert Urbański, który wspierał mnie w poszukiwaniach. Jednak potwierdzenie wszystkich faktów z życia Karlińskiego jest tak pracochłonne, że zajmie jeszcze sporo czasu. Dlatego w sztuce wykorzystane będą tylko elementy biografii. Natomiast wszystko to, co udało się i uda jeszcze ustalić, Legnickie Centrum Kultury planuje wydać w formie książki na jubileusz 50-lecia Legnicy Cantat.
 
Rozmawiała: Edyta Golisz

Spektakl "Człowiek na moście" będzie wspólnym przedsięwzięciem Legnickiego Centrum Kultury i Teatru im. Modrzejwskiej. Sztukę wyreżyseruje Jacek Głomb. Premierę zaplanowano na 23 maja 2014 r. Odbędzie się na dziedzińcu Zamku Piastowskiego, potem wejdzie do repertuaru teatru.

fot. (1) lca.pl



Źródło: ego   2014-03-04


 

   Dzieje się







 
                   


© Legnickie Centrum Kultury 2003-2019   tel. 76 723-37-00   e-mail: lck@lck.art.pl